Subject: Dopisek cz.1: Oszczędzanie energii seksualnej – „bilet wstępu” do świata czarowników
Żeby nie zostało to tak, że się tylko wymądrzam jako kolejny „Salomon” i krytykuję innych, a sam nic nie daję z siebie, postanowiłem jeszcze w tym dopisku zawrzeć swoje wnioski z DOŚWIADCZENIA (nie przemyśleń czy opinii, ale doświadczenia życiowego) oszczędzania energii seksualnej i umieścić pod moim wczorajszym postem. Co najpiękniejsze to to, że te niebywałe rezultaty nie dotyczą tylko mnie, ale i innych Wspaniałych Wojowników, którzy dzielą ze mną od lat (9 już) doświadczenie tej Wspaniałej Drogi Wolności. Mamy więc możliwość weryfikacji na kilku osobach, co rodzi oczywistą konkluzję, że „działa” to na wszystkich.
Ale do rzeczy.
My ludzie, jak to mówi Don Juan „jedyną energią jaką mamy, to darząca życiem energia seksualna!” I niestety nie ma innej. To z nią i dzięki niej każdy człowiek się rodzi, i z jej określoną ilością otrzymaną w trakcie poczęcia! Stąd też ta ilość odpowiada w głównej mierze za to czy jesteśmy ludźmi kroczącymi przez życie z pasmem sukcesów, czy niestety z brzemieniem porażek. Można spotkać ludzi, którzy urodzili się z jej ogromną ilością i pomimo tego, że się non stop „wydajają” z niej (uprawiając seks), posiadając dzieci (będąc opróżnionymi) innymi słowy trwoniąc swoją świetlistość, można w skrócie powiedzieć, że „los im sprzyja”. Z bardzo prostego powodu. Urodzili się z dużym zasobem energii, który pozwala na osiąganie „pozycji punktu połączenia” odpowiadających im zamierzeniom lub tego czego pragną w życiu…
Po prostu mają na to energię.
Lecz co ciekawe takich ludzi nie ma aż tak wielu i co najważniejsze „dobra passa” się kiedyś skończy, gdyż ten zasób energii w człowieku jest skończony… Gdyby nie był, to nie dożywalibyśmy średnio 70 lat, a dajmy na to 3070 jak „Ten Który Sprzeciwił się Śmierci”.
W jego przypadku on uzupełniał ten zasób pobierając energię podczas spotkań z kolejnymi nagualami…
Wracając jeszcze do zwykłych ludzi warto się przyjrzeć jakiemuś rodzeństwu na przykład które liczy siedem osób i jeśli zdjąć tą otoczkę obyczajów, przekonań itp. to dostrzega się pewną prawidłowość, że PIERWSZE DZIECKO, TZW. PIERWORODNE KTÓRE OTRZYMAŁO NAJWIĘCEJ ENERGII PRZY URODZENIU RADZI SOBIE W ŻYCIU NAJLEPIEJ (jest dyrektorem szanowanej firmy, bogatym przedsiębiorcą etc.), A NP. OSTATNIE SIÓDME (chorowite, borykające się z problemami itp.) Oczywiście nie jest to sztywna reguła, gdyż wszystko zależy od energii jaką otrzymujemy w trakcie poczęcia, ale jak to mówią „pierwszy w kolejce dostaje zawsze to co najlepsze”!
Wracając do Drogi Wojownika, w dzisiejszych czasach, czasach ciągłego spadku masy energetycznej człowieka, gdzie ludzie urodzeni z bardzo niskim poziomem energii wydają na świat ludzi z jeszcze niższym, staje się jasne, że nie można chcąc osiągnąć WIDZENIE, ŚNIENIE, PRZESUWANIE PUNKTU POŁĄCZENIA pozwolić sobie na luksus seksu. Niestety coś za coś. Sam stosunek seksualny (nie wspominając wcale o finale czyli urodzeniu się dziecka) kosztuje ogrom energii. Szczególnie w dzisiejszych czasach zubożenia energetycznego. Gdzie środki masowego przekazu wręcz zmuszają nas do jak najczęstszego „wydajania się”! Bo wiadomo, że ktoś za tym stoi. Czarne istoty mają nas w szachu dopóty, dopóki wypłukujemy się z energii, której drugorzędną funkcją jest przesunięcie punktu połączenia i w konsekwencji „ucieczka” z pozycji w której utrzymuje nas umysł latawca, pieprząc od rana do nocy swoje idiotyzmy! Nie mając energii jesteśmy zdani tylko na pozycję punktu połączenia- umysłu latawca, jego paplaniny, jego dialogu, który uznajemy za własny, postępując w większości w kretyński sposób, pochodny tej właśnie pozycji punktu połączenia, w której utrzymują Voladores od wieków prawie całą ludzkość!
Punkt połączenia jest jak beton, gdyż nie ma energii na choćby drobne wahnięcia przywracające otuchę, nadzieję, nie mówiąc o pozytywnych zmianach w życiu. Niestety wszystko co się pojawia w naszym życiu jest pochodną pozycji punktu połączenia! Jak strasznym losem jest tego nie wiedzieć, a jeszcze straszniejszym wiedzieć i temu zaprzeczać.
Lecz przychodzi dzień i postanawiamy to wszystko zmienić, jesteśmy na tej Drodze wiemy już, czujemy to na sobie, że magiczne kroki i rekapitulacja w połączeniu z seksem to jak wlewanie wody do dziurawego wiadra. Szkoda czasu i tej energii. A wystawianie się na siłę toczenia poprzez manipulację punktem połączenia (tensegrity, rekapitulacja, śnienie) i za chwilę wydajanie się z blasku świadomości staje się w konsekwencji niebezpieczne dla zdrowia i życia takiego „wojownika”. Nie wspominając o tym, że taki delikwent nie ma żadnych szans na dojście do widzenia.
Z prostego powodu: Manipulacja punktem połączenia (tensegrity, śnienie) i zarazem trwonienie jej we współżyciu płciowym sprawia, że nie mamy kontroli nad punktem ruchu. Ciągle jesteśmy w szponach Intencji zamiast nad nią panować! Pozwolę sobie zacytować tu jeszcze słowa Don Juana:
Potęga milczenia
str.48 i 49: Od niego dowiedziałem się, że w czasie snu nasz punkt scalający porusza się w łagodny, naturalny sposób. Równowaga umysłu to nic innego jak utrzymywanie punktu scalającego w miejscu, do którego przywykliśmy. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że we śnie punkt ten się porusza, śnienie służy kontroli tego naturalnego ruchu, a do śnienia niezbędna jest energia seksualna, stanie się jasne, że rozpraszanie tej energii we współżyciu płciowym zamiast wykorzystywania jej do śnienia może doprowadzić do katastrofy. W podobnej sytuacji punkt scalający zaczyna poruszać się bezładnie, a marzyciel popada w obłęd".
Cóż można się zgadzać lub nie z tym wszystkim powyżej, lecz prawda jest taka, że zgadzanie się lub nie, nie ma tu nic do rzeczy… Ta Droga to Droga Pragmatycznego Działania, a nie dywagacji ego „w te lub we te”…!